"Nasze prawa nie są oparte na Biblii!" O polskiej Żydówce, która podbiła Amerykę

Święte księgi i doktryny religijne mogą być wykorzystane zarówno do równouprawnienia, jak i do dyskryminacji kobiet, osób czarnoskórych i innych grup społecznych. Przykłady? W XXI wieku w Polsce minister Gowin politycznie zasłania się chrześcijańskim personalizmem, by nie podpisać konwencji przeciwko przemocy wobec kobiet. W XIX wieku w Stanach Zjednoczonych przeciwnicy praw kobiet często powoływali się na Biblię, by uświęcić seksizm. Ernestine Rose, polska Żydówka z Piotrkowa Trybunalskiego, niestrudzenie i skutecznie odpierała taką argumentację, stając się główną rzeczniczką praw człowieka w ramach amerykańskiego ruchu feministycznego i abolicjonistycznego.

Wydawałoby się, że scenariusz życiowy dla Ernestine Rose został napisany już w momencie jej narodzin (1810). Córka rabina była wychowywana zgodnie z zaleceniami ortodoksyjnego judaizmu i w przyszłości miała stać się kobietą, która będzie przykładną żoną swojego męża i matką swoich dzieci. Rose była jednak na tyle zdecydowana, niezależna i uparta, że wypisała się z tej historii zanim jej życie zaczęło toczyć się “domyślnym” rytmem.



Od dziecka kwestionowała religijne uzasadnienia dla niższej pozycji kobiet w społeczeństwie, co stało się źródłem długotrwałego konfliktu z ojcem. Jako nastolatka odrzuciła religię, a następnie sądownie zerwała zaręczyny z wybranym przez ojca narzeczonym, głęboko wierzącym Żydem. To była ostatnia próba konserwatywnego ojca, by sprowadzić córkę na właściwą dla kobiety drogę. Ernestine Rose wyruszyła w świat.

Po kilku latach pobytu w kilku krajach europejskich przeniosła się do Stanów Zjednoczonych i przyjęła amerykańskie obywatelstwo. Zaczęła podróżować po całym kraju z wystąpieniami na temat abolicjonizmu, praw kobiet, tolerancji religijnej i edukacji publicznej. Publikowała w wielu tytułach. Wzbudzała gorące i skrajne emocje - podziw i agresję.



Obrońcy tzw. tradycyjnych wartości wpadali w furię słysząc o równouprawnieniu kobiet i osób czarnoskórych. Na Południu niewolnictwo było czymś naturalnym, normalnym i zdroworozsądkowym. I opłacalnym. Nic dziwnego, że Rose czasami potrzebowała ochrony, by uniknąć tradycyjnych, niewerbalnych kontrargumentów i bezpiecznie opuścić miasto.

Przeciwnicy praw kobiet chętnie powoływali się na Biblię, by zatrzymać proces równouprawnienia. W XIX wieku Amerykanki de facto były niewolnicami mężczyzn - najpierw stanowiły własność ojca, a później męża. Były zobowiązane do posłuszeństwa, nie miały praw majątkowych, praw rodzicielskich, praw wyborczych... Długo by wymieniać. Wszelkie debaty na temat praw kobiet kończyły się wskazaniem na Biblię. Nie i amen. Rose, która miała tego serdecznie dość, powoływała się wówczas na prawa człowieka:

Czy mówicie mi, że Biblia jest przeciwna naszym prawom? Na to ja mówię, że nasze roszczenia nie opierają się na książce napisanej nie wiadomo kiedy i przez kogo. Czy mówicie mi, co Paweł lub Piotr mówią na ten temat? Na to znowu odpowiadam, że nasze roszczenia nie opierają się na niczyich opiniach, nawet jeśli są to opinie Piotra lub Pawła... Jeżeli książki i opinie, niezależnie od kogo pochodzą, są w opozycji do praw człowieka, to są niczym innym niż martwymi literami (1856).

Trzy lata wcześniej, podczas gorącej debaty na Konwencji Biblijnej w Hartford, przekonywała:

Prawa człowieka zawierają prawa wszystkich ludzi, nie tylko mężczyzn, ale i kobiet, nie tylko białych, ale i czarnych. Gdziekolwiek mamy do czynienia z istotą nazywaną człowiekiem, jej prawa manifestują się na równi z jej istnieniem i powinny być przestrzegane bez względu na płeć, narodowość, rasę... Jedynie ignorancja, przesądy i tyrania – zarówno źródło jak i wpływ oddziaływania Biblii – pozbawiają ją tego.

Tylko amerykańskiej wartości wolności słowa mogła zawdzięczać to, że nie została skazana wyrokiem sądowym za obrazę uczuć religijnych. To co mówiła, było przez wielu uważane za kontrowersyjne, bluźniercze i oburzające, podobnie jak sama idea praw człowieka.

W 1869 roku Rose, której stan zdrowia wyraźnie się pogorszył, przeniosła się do Wielkiej Brytanii. Również tam włączyła się jednak w działania ruchu feministycznego, a zwłaszcza w kampanię na rzecz praw wyborczych dla kobiet.

Rose doczekała uwolnienia niewolników oraz przyznania czarnym mężczyznom w USA praw wyborczych (1870). Kobiety (czarne, białe i innych kolorów) wywalczyły to prawo kilkadziesiąt lat później.

Ernestine Rose zmarła w Brighton w 1892 roku. Jest niezmiennie fascynującą, lecz wciąż niedostatecznie (po)znaną postacią, której życie i działalność są mocnym świadectwem osobistej odwagi.


******

Więcej herstorii: Życie polega na uczestnictwie (biegaczka Kathrine Switzer)

Więcej o uświęcaniu seksizmu: Minister Gowin walczy o dyskryminację Polek
Trwa ładowanie komentarzy...