Słuchajmy rozumu (i serca)

Posłuchajmy polskich biskupów – apeluje Dominika Wielowieyska na łamach „Gazety Wyborczej”. Dlaczego? Bo ludzie zamiast świątyni coraz częściej wybierają galerię handlową. Bo co prawda hierarchowie skłócają społeczeństwo i bywają skrajnie niesprawiedliwi w tym co mówią, ale przecież „zmuszają nas do myślenia” i „wiercą nam dziurę w brzuchu w ważnych sprawach”. Bo tylko elity, twierdzi dziennikarka, poradzą sobie bez sterowania przez biskupów. Ergo cała, nieelitarna reszta może się tylko pogubić. Tekst Wielowieyskiej jest oparty na tylu fałszywych założeniach że doprawdy nie wiadomo, od czego zacząć.

Tekst Dominiki Wielowieyskiej w "Gazecie Wyborczej" (25.10.2014)


Po kolei więc i pokrótce. Otóż istnieje świat poza świątynią i poza galerią handlową. Naprawdę! Można pójść na spacer. Poczytać książkę. Pójść z dziećmi na plac zabaw lub do lasu. Pobiegać z psem. Odwiedzić muzeum. Obejrzeć film. Przejść się do lokalnego ośrodka kultury. Spotkać się z najbliższymi. To nie jest albo (świątynia) – albo (galeria).

A może – pyta Wielowieyska – pomimo skłócania społeczeństwa, potępiania i niesprawiedliwości, biskupi przekazują jednak treści ważne dla wierzących i niewierzących? Na tej samej zasadzie można zapytać: a może upierdliwy wujek, który awanturuje się, wymądrza, grozi, potępia i skłóca krewnych, zasługuje na posłuch, bo od czasu do czasu powie dzień dobry i zdobędzie się na komunał, że „rodzina jest najważniejsza” a „na świecie powinien panować pokój”? Dostrzeganie jasnych stron danej sytuacji też powinno mieć swoje granice.

I cóż to za biskupie treści o rodzinie ważne dla wszystkich? Może na przykład obraźliwa opinia Hosera, że ludzie, którzy nie stosują okresowej abstynencji seksualnej dążą do zezwierzęcenia? A może skandaliczne słowa Michalika, że to dzieci wciągają księży w pedofilię? Lub ssanie z palca na temat bruzdy dotykowej przez eksperta Episkopatu, Longchamps de Berier? Wygląda na to, że wiele osób obyłoby się bez tego ważnego przekazu, a może nawet łatwiej byłoby im żyć bez niego (np. dzieci pochodzące z zapłodnienia in vitro nie byłyby dręczone przez kolegów wyszukiwaniem bruzdy na czole).

I kim są „wierzący” i „niewierzący”? Dominika Wielowieyska zapewne nie wierzy w Peruna – czy to oznacza, że jest niewierząca? Oczywiście czepiam się, bo przecież wiadomo, że autorka stawia znak równości między wiarą, chrześcijaństwem i katolicyzmem. Gdyby jednak tego nie robiła, mogłaby zrozumieć, że równie dobrze mogłaby wzywać do słuchania kapłanów i kapłanek innych wyznań i religii. Z pewnością wiele tych osób ma do powiedzenia wiele sensownych rzeczy, za to pozbawionych imperialnej arogancji przenikającej tyrady biskupów rzymskokatolickich. Są też wreszcie osoby, które nie są duchownymi, lecz też mają do powiedzenia dużo ważnych rzeczy – są to np. etycy, filozofki, nauczyciele… Długo by wymieniać.

Biskupi nie mają monopolu na ważność i sens, podobnie jak nie mają monopolu na moralność – człowiek nie mądrzeje od tego, że awansował w hierarchii niedemokratycznej instytucji opartej na ślepym posłuszeństwie i koncepcji myślozbrodni (herezji). Można nawet zaryzykować twierdzenie, że jest wręcz przeciwnie.

Apel Wielowieyskiej by posłuchać biskupów, raczej nie odniesie efektu. Społeczeństwo nie słucha biskupów nie dlatego, że ich ignoruje, lecz ignoruje ich właśnie dlatego, że ich dobrze słyszy.



Watykanizacja.blogspot.com
Trwa ładowanie komentarzy...