Perfekcyjne Panie Wszystkiego

Nareszcie książka, która będzie przekonywać kobiety, żeby sobie odpuściły - pomyślałam trzymając w ręku pachnące farbą drukarską "Supermenki". Całe to dążenie do bycia perfekcyjną matką, pracownicą i panią domu zaszło zdecydowanie za daleko, by kobiety mogły nie oszaleć. Liczyłam na to, że Debora L. Spar potrząśnie czytelniczkami i powie: dajcie spokój, jesteście tylko ludźmi, nie możecie mieć wszystkiego i być w tym najlepsze, a przynajmniej nie jednocześnie. Niestety okazało się, że większość tej kilkusetstronicowej książki to pasjonująca kronika intelektualnego strzelania kulą w płot.

Autorka - biała, świetnie wykształcona i dobrze sytuowana heteroseksualna Amerykanka z klasy średniej, rektorka uczelni - rozpoczyna opowieść od wspomnienia reklamy perfum Charlie z lat siedemdziesiątych, która obiecywała kobietom, że mogą mieć w życiu wszystko, łącznie ze światem u stóp.





Wiele kobiet, w tym Spar, uwierzyło, że jest to możliwe, a odbieganie od wszechstronnego ideału to powód do poczucia winy i motywacja do podwojenia starań. Wszystko musi być zrobione perfekcyjnie, z uśmiechem na ustach i teraz. Trzeba mieć więcej, więcej i jeszcze raz więcej. Kobiety nie wytrzymują tego kołowrotu i kakofonii sprzecznych komunikatów. "Skoro kobiety mogą, czują że muszą mieć wszystko" - diagnozuje autorka i obwinia... feminizm.

Problem w tym, że z jakiegoś dziwnego powodu Spar dopiero na ostatnich stronach swojej książki odkrywa, że to przeciwko czemu się buntuje to niepohamowany konsumpcjonizm. Feminizm mówi kobietom, że są warte równych praw - to rynek przekonuje je, że "jesteś tego warta" dotyczy idealnie gładkiej skóry i rzęs sięgających do nieba. Neoliberalizm wykorzystuje niepewność kobiet do osiągania wielomiliardowych zysków.

"Moje pokolenie popełniło błąd. Przyjęłyśmy aspiracje i zwycięstwo feminizmu, ale zinterpretowałyśmy je opacznie, jako wezwanie do osobistej perfekcji. Sprywatyzowałyśmy feminizm. Skupiłyśmy się na realizowaniu własnych marzeń i przeżywaniu własnych, nieuniknionych frustracji" - pisze Spar. Szkoda, że dopiero na 379 z 400 stron.

Podobnie rzecz ma się z wywalczoną przez feministki wolnością wyboru w różnych dziedzinach kobiecego życia, którą Spar ceni, ale jednocześnie na nią utyskuje. "Wybór jest ogromnie trudny" - skarży się autorka, która zarzeka się jednak, że nie chciałaby powrotu do czasów, gdy kobiety wyboru nie miały, a ich obowiązkiem było bez szemrania podążać jedynie słusznym szlakiem jedynie słusznej kobiecości wyznaczonym przez patriarchat.

No cóż, nie można mieć i zjeść ciastka, a tym bardziej wszystkich ciastek. Jakkolwiek banalnie to nie zabrzmi - życie to sztuka dokonywania wyborów. Niektórzy czują się przytłoczeni wachlarzem dostępnych opcji do tego stopnia, że nurkują w ortodoksję religijną, by uwolnić się od dokonywania wyborów, nawet na poziomie kształtowania harmonogramu dnia. Jednak dla autorki ucieczka od wolności nie jest rozwiązaniem. Co nim jest? Realistyczne podejście do życia i porzucenie marzenia o byciu idealną, poznanie siebie i określenie swoich priorytetów. Wypadałoby jeszcze dodać do recepty autorki: odpuszczenie innym kobietom i nie czerpanie poczucia własnej wartości z wyścigu szczurzyc.

Mimo wszystko "Supermenki" są warte przeczytania. Zawierają mnóstwo ważnych danych i ciekawych, osobistych anegdot, a wartka narracja sprawia, że książkę czyta się z przyjemnością. Cenne jest wezwanie do wspólnego, politycznego działania, zamiast skupiania się na czubku własnego nosa. To wspólne, polityczne działanie jest potrzebne tym bardziej, że - jak słusznie zauważa Spar - należy do tej wąskiej grupy kobiet, które mogą dzielić włos na czworo rozważając wszystkie swoje możliwości, bo mają uprzywilejowaną pozycję społeczną. Znakomita większość z nich nie ma takiego luksusu, a wybór ma charakter teoretyczny.

"Supermenki" mogą przemówić do kobiet, które w ramach kompromisu z patriarchatem określają się jako NJFA (nie jestem, feministką, ale...)... ale dostają coraz większej zadyszki próbując osiągnąć to, co nieosiągalne. Jesteśmy tylko - i aż - ludźmi.

Trwa ładowanie komentarzy...