Sejmowe przedszkole

Dzisiejsze głosowanie nad związkami partnerskimi można było śledzić z przyrodniczą ciekawością, zupełnie beznamiętnie. Platforma (PiS light) solidnie pracuje na to, by jesienią przeżyć ogromne zaskoczenie, tak jak po drugiej turze wyborów prezydenckich. Nic dziwnego więc, że PO wyrzuciła projekt SLD do kosza. Ma już w tym zresztą dużą wprawę.

Jak zauważył jeden z moich znajomych aktywistów LGBT, decyzja Platformy nie spowodowała żadnej burzy na fejsie - po prostu nikt się nie spodziewał, że PO dotrzyma słowa. Szok i niedowierzanie zapanowałyby, gdyby Platforma dla odmiany zrobiła to, co obiecała. Przed wyborami nie ma na to szans. Czy nie brzmi to znajomo?




Posłowie PO w sposób godny przedszkolaków, ale pozbawiony ich wdzięku, tłumaczą dlaczego wstrzymali się lub zagłosowali przeciw. Np. poseł Andrzej Orzechowski (Ełk) zagłosowałby za związkami, gdyby marsz. Wanda Nowicka i poseł Wincenty Elsner (SLD) siedzieli cicho. A tak, poświęcając sprawy wyborczyń i wyborców, musiał wstrzymać się od głosu, bo się zniechęcił.



Z kolei poseł Stefan Niesiołowski (Zielona Góra) sugeruje, że Platforma nie poparła związków partnerskich, ponieważ jeden gej publicznie zadeklarował, że zagłosuje na Andrzeja Dudę. Niezrzeszony poseł Marek Poznański miał głosować za, ale potem zorientował się że jest to projekt przebrzydłego SLD, więc mając w głębokim poważaniu życie wyborczyń i wyborców, wstrzymał się od głosu.



Co ciekawe w głosowaniu nad skierowaniem projektu do pierwszego czytania nie uczestniczyło aż 31 osób z Platformy, czyli ponad 15% członków klubu, w tym sama premier Kopacz. Uciekanie z głosowań stało się już znakiem firmowym Platformy. Nie należy jednak tracić nadziei, bo premier Kopacz zapowiedziała otwarcie na elektorat lewicowy i prawicowy, a także obiecała, że Platforma wróci do związków partnerskich. Kiedy? Po wyborach oczywiście!

Trwa ładowanie komentarzy...