Historia pani K.

Wiedziała, że zakończenie tego małżeństwa nie będzie łatwe, ale dojrzała do tego, by wreszcie to zrobić. Wzięli ślub trzy lata temu, ale już po kilku miesiącach zaczęło się psuć. Mąż stawał się coraz bardziej zazdrosny. Krzyczał na nią z byle powodu. Zabierał jej portfel i nie pozwalał wyjść z domu, gdy chciała spotkać się z koleżankami. W końcu zaczął ją popychać, a później bić. Wiedział, gdzie celować. Bardzo się pilnował, by nie zostawić śladów na jej twarzy. Jedno uderzenie i paraliżował ją strach. Było tak, jak on chciał. Nie musiał bić dalej. Wygrywał.

Na początku K. myślała, że sam przestanie. Wiedziała, że ma stresujący okres w pracy i trudno mu poradzić sobie z emocjami. Gdy jednak ukarał ją za to, że zbyt długo rozmawiała z kasjerem w supermarkecie, poczuła że coś w niej pękło, że to musi być koniec. Miała 30 lat, a czuła się tak, jakby jej życie już się skończyło. Chciała jeszcze pożyć normalnie. Była gotowa.


Nikomu nie mówiła o tym, co dzieje się w domu. Koleżanki miały swoje problemy a jej było wstyd, okropnie wstyd. Mąż był powszechnie lubiany i szanowany, na każdym spotkaniu był duszą towarzystwa. W domu zmieniał się jednak w kogoś zupełnie innego. Nikt by jej nie uwierzył, a poza tym gardziła sobą, że tak długo dała się tak traktować. Może na to zasłużyła?

Odetchnęła z ulgą, gdy trzasnął drzwiami na wieść o tym, że odchodzi. Jednak w nocy wrócił. Rzucił ją na łóżko i zaczął gwałcić, wygrażając co jeszcze jej, pierdolonej suce, zrobi, jeśli nie zmądrzeje. Nie miała z nim szans. Pochwalił się, że dla lepszego efektu zażył viagrę, więc to jeszcze potrwa długo i na różne sposoby. I tak było.

Gdy skończył, znowu trzasnął drzwiami. Jakoś udało jej się dotrzeć do telefonu. Zadzwoniła do koleżanki. Czuła, że jeśli zostanie z tym sama, to się zabije. Koleżanka wzięła taksówkę i przyjechała o trzeciej nad ranem. Gdy K. otworzyła jej drzwi, koleżanka nie mogła wykrztusić słowa. Jej przerażenie szybko zmieniło się w gniew. Zaczęła namawiać K.na zgłoszenie sprawy na policję, żeby temu bydlakowi nie uszło to na sucho.

K. była tak roztrzęsiona, że czuła jak sekunda po sekundzie rozpada się na kawałki. Po godzinie była na tyle opanowana, by pojechać z koleżanką na komisariat. Gdy weszły do przedsionka, za biurkami siedziało dwóch policjantów, a na sali kręciło się kilka osób. Wreszcie przyszła jej kolej, ale policjant nie dosłyszał dlaczego tu przyszła. Gdy zrozumiał, szturchnął kolegę, mówiąc mu, że ma przyjąć gwałt. Poczuła się upokorzona spojrzeniami obecnych.

Zanim zaczął notować, zapytał, czy chce składać zawiadomienie. Tak. Policjant westchnął ciężko i zaczął pytać i zapisywać to, co mówiła. Że bicie, że zazdrość, że gwałt. Z własnym mężem nie chciała pani uprawiać seksu? W takim razie trzeba było wziąć rozwód, albo nawet w ogóle nie brać ślubu. Kręcił głową. Osobiście odradzam sąd, mówił, to same problemy. Chce pani, żeby wszyscy się dowiedzieli? I tak mąż nie posiedzi, a pani się tylko umęczy. No już dobrze, skoro się pani upiera. Podsunął jej przed oczy pouczenie pokrzywdzonego o podstawowych uprawnieniach i obowiązkach. Nic nie zrozumiała z czterech stron prawniczego żargonu. Niech się pani podpisze, bo będzie że pani nie pouczyłem. No i niech pani jedzie na obdukcję. Jak to jak, taksówką! My tu nie mamy wolnych radiowozów.

W szpitalu zmęczona lekarka zbadała ją i wydała informację o stanie zdrowia. Otarcia, siniaki, pęknięcia. Nie pomyślała jednak o zabezpieczeniu śladów na jej ubraniach. Nie bardzo wiedziała, jak radzić sobie z ofiarą gwałtu.

K. wyprowadziła się do mieszkania po babci, ale nawet tam nie czuła się bezpieczna. Kilka razy w tygodniu powtarzały się głuche telefony w środku nocy, ktoś wybił jej szybę w oknie. Prokurator nie zdecydował się na tymczasowy areszt dla męża ani zakaz zbliżania. Nie widział podstaw.

Następne tygodnie i miesiące przyniosły kolejne przesłuchania policyjne i prokuratorskie. Podobno dzieci przesłuchuje się jeden raz, ale ona przecież była już dorosła, więc powinna rzeczowo odpowiadać po kilka razy na te same pytania. W końcu chce pani sprawy w sądzie czy nie, przywoływał ją do porządku prokurator. Gdy wychodziła z przesłuchania w prokuraturze, na korytarzu spotkała męża, który miał być przesłuchany zaraz po niej. Ty dziwko, wysyczał do niej przechodząc, jeszcze pożałujesz.

Pierwsza rozprawa sądowa odbyła się po roku od zgwałcenia, a pięć kolejnych zajęło następny rok. K. chciała mieć adwokata, ale okazało się, że trzeba było o tym pomyśleć zanim doszło do pierwszej rozprawy. Przecież dostała tę informację już składając zawiadomienie na komisariacie, gdy otrzymała pouczenie o prawach i obowiązkach, prawda?

Na sali sądowej po raz kolejny powtórzyła przebieg wydarzeń tamtej nocy. Obrońca jej męża pytał ją o poprzednie doświadczenia seksualne i poglądy na temat ostrego seksu. Bo przecież te ślady na pani ciele mogły powstać w wyniku namiętnej nocy. Powołany przez niego biegły psycholog stwierdził, że całkiem możliwe, iż rzekomo pokrzywdzona konfabuluje. Bo jeśli to był gwałt i trwał kilka godzin, to ona nie powinna tak dobrze pamiętać ile razy, w jaki sposób i co rzekomy gwałciciel mówił. Najpewniej zmyśliła to wszystko, by zrzucić na niego winę za rozpad związku i go ukarać.

Sąd wydał wyrok w słoneczne, majowe popołudnie, dwa lata po zgwałceniu. Wymierzył oskarżonemu karę dwóch lat w zawieszeniu - w końcu mąż K. nie był wcześniej karany i cieszy się dobrą opinią, a poza tym oprócz niewiele rozstrzygającej obdukcji, nie było żadnych dowodów. K. nie przysługuje możliwość apelacji. Sprawa zostaje zakończona.


******

Jest to prawdziwa historia kobiety, która zgłosiła się do Telefonu Interwencyjnego Fundacji Feminoteka, funkcjonującego dzięki wsparciu Avonu. Inicjał kobiety i niektóre szczegóły zostały zmienione, historia została opisana za jej zgodą.

Podpisanie Konwencji o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej nie spowoduje, że z dnia na dzień zniknie przemoc wobec kobiet i przemoc domowa. Konwencja proponuje jednak system długofalowych działań mających na celu zapobieganie i zwalczanie przemocy, m.in. szkolenia dla pracowników i pracownic służb publicznych oraz całodobową linię alarmową dla ofiar. Zaostrzanie kar dla gwałcicieli nie jest rozwiązaniem, skoro prokuratorzy i sędziowie nie wykorzystują istniejących prawnych możliwości ochrony ofiar. Zmiana trybu ścigania zgwałcenia z wnioskowego na z urzędu, będzie sensowna tylko wtedy, jeśli będą towarzyszyć jej inne działania o których mówi Konwencja.

Wyślij e-mail do rządu: TAK dla Konwencji, NIE dla przemocy.
Trwa ładowanie komentarzy...